Nowe książki

Ile z tego zestawu okaże się rozczarowaniem?
Większość to kryminały, książki sensacyjne, ciekawe czy to oznacza, że staję się mało wymagającym czytelnikiem:-)
Przyznaję, że z poprzedniego stosu książkowego nie wszystko zdążyłam przeczytać. Niektóre z książek są dość przygnębiające i muszę mieć odpowiedni nastrój by się do nich zabrać.

Z tych już mam książkę-kandydatkę, ale z czytaniem poczekam do jutra, dziś postanowiłam iść wcześnie spać. I to zaraz, jednak nic tej nocy nie odespałam i cały czas myślę tylko o tym by się już położyć.

refleksja po dlugim czasie:
O tak, to był całkiem udany stos książkowy, a taki Szybki cash czekał długo na swoją kolejkę. Trudno mi w to uwierzyć, to taka wciagająca książka! I książki Izzo też musiały odczekać, a to super historie..

Książki odstawione

Jakiś czas temu zaczęłam czytać książkę Kena Folleta, Filary ziemi.
Zanim ją zamówiłam, to oczywiście zerknęłam na jakieś opinie, w różne miejsca. Wydawało mi się, że książka jak najbardziej mogąca mnie zainteresować.
Czytałam wcześniej inne książki tego autora i nie byłam zawiedziona.
Tym razem jest inaczej. Usiłuję się wczuć w klimat, wciągnąć w akcję, nie czuję absolutnie żadnego zainteresowania typu "co dalej będzie".
Którejś nocy z braku chęci do snu w jednym rzucie przeczytałam jakiś kawałek tej książki. Przez wiele kolejnych dni do niej nie spojrzałam. To już jest ważny sygnał:-)
Oczywiście na "nie".
W końcu zaczynam kontynuować czytanie bojąc się, że zapomnę o co tam chodziło.
Nuda, wszystko ciągnie się jak flaki z olejem, a moje rozczarowanie wzrasta.
Wczoraj odłożyłam książkę na półkę. Może jeszcze nie nadszedł jej czas?

Kiedyś nie odłożyłabym książki bez przeczytania jej do końca, tak samo jak nie wyszłabym z kina przed końcem filmu.
Jednak pojawiły się książki w które naprawdę nie potrafiłam się wczytać. Wiele z nich to wręcz kultowe powieści. Początkowo wstyd było mi przed samą sobą, że się poddaję. A może, że mam za wąski umysł i przez to nie pojmuję wielkości danej lektury?
Ostatecznie sama musiałam sobie odpowiedzieć czym dla mnie jest czytanie.
Pierwsze skojarzenie - przyjemność. I niech tak zostanie.

Zdarzyło mi się, że wróciłam do porzuconej książki. Polecone mi "Życie Pi" rok czekało. Pierwsze podejście było porażką. Obecnie to jedna z moich najukochańszych książek. Czytając ją denerwowałam się tym, że ona się w końcu skończy. Z jednej strony chciałam ją przeczytać od razu, z drugiej delektować się nią.
Ta książka to jedyny udany mój powrót:-)

Zawsze sądziłam, że lubię angielskie poczucie humoru, a tu rozczarowanie książką Clarksona. Do tej pory się zastanawiam co mnie pokusiło aby to kupić??
Akurat to kupiłam osobiście, tzn miałam wcześniej książkę w ręku. Mogłam więc przeczytać parę stron przed podjęciem decyzji. Teraz stoi na półce i wątpię bym do tej książki zajrzała.
Albo niby tryskająca humorem "Z wąskim psem do Carcassonne" Terry Darlingtona, każdy opis tej książki to zachwyty.
Jak więc się oprzeć i nie kupić? W dodatku część książki dotyczy podróżowania po Francji, to było kuszące.
Znalazłam zabawne fragmenty, były wplecione w fragmenty mnie irytujące.
Głównie narzekanie autora mnie irytowało, nic mu się nie podobało. Całe to podróżowanie wydawało mi się więc przygnębiające a nie radosne. W momencie gdy zaczęli płynąć francuskimi kanałami zrobiło się lepiej, tylko, że ja już byłam zniechęcona i któregoś wieczora zamiast tej wesołej książki wzięłam kryminał Mankella. Już do Darlingtona nie wróciłam.

Bez muzyki sie nie da żyć

Niech ktoś weźmie ode mnie Oracular Spectacular, a w zamian da coś nowego, najlepiej stworzonego przez tych samych ludzi.
:-)
Muzyka jest jednak jak najlepszy narkotyk, najbezpieczniejsze uzależnienie.
Już oczywiście sprawdziłam czy w okolicy nie szykuje się jakiś występ na żywo - nie szykuje.
Festiwale latem, ale to nigdy mnie za bardzo nie pociągało. Zbyt dużo przypadkowych osób, czasem nieznających wykonawców, ich twórczości i nawet czasem czułam się jakby głupio za taką widownię.
Za to że nie docenią. Że artysta będzie miał przez to złe samopoczucie, wiadomo koncert na tym ucierpi.
Choć na pewno artystów takie spędy nakręcają, tłum plus minus 100 tysięcy może działać mobilizująco, adrenalina rośnie.
Zdecydowanie wolę mniejsze koncerty, jako widz oczywiście.
Na razie będę więc tylko sprawdzać czy MGMT nie planuje jakichś klubowych występów na najbliższym terenie.

Dziś nawet zastanawiałam się nad tym ile płyt mnie tak prześladowało jak Oracular Spectacular.
Pierwsza jaka przychodzi mi na myśl to "The Real Thing" Faith No More. Słuchałam jej aż kaseta po prostu odmówiła współpracy. To był czas magnetofonu Kasprzak i kaset, które wszystkie okazały się pirackimi. Myślę, że ta płyta się nie zestarzała choć ma już 20 lat.

(długa chwila zastanowienia się nad upływającym czasem)

To jednak straszne, że ta płyta ma tyle lat. Dla wielu młodszych osób FNM to na przykład nie "Epic", a "Easy", z czego większość i tak nie wie, że jest to cover!
I pamiętam to podniecenie gdy nagle w tv pojawiło się video do "Epic", a Mike Patton okazał się takim interesującym mężczyzną, w dodatku z włosami słusznej długości.
W tamtym czasie to przecież była podstawa:-)
Pamiętam też moje rozczarowanie gdy w moje ręce wpadła ksiązeczka z tłumaczeniami tekstów z "The Real Thing", motyw przewodni ćpanie.

Moja najczęściej odtwarzaną płytą jest na pewno "Notes from the Underground" Clan of Xymox.
Pamiętam ten czas gdy po prostu nie byłam w stanie włączyć czegoś innego. Stałam i wybierałam z półki wiedząc, że nie chcę tak naprawdę słuchać niczego innego.
Nigdy nie poczułam znudzenia tą płytą. Teraz jakbym ją puściła, to pewnie na jednym razie też by się nie skończyło. Ale teraz muszę mieć odpowiedni nastrój by pomyśleć o niej. Mieć chęć na zanurzenie się w takim specyficznym smutku, tęsknocie, trudno to sprecyzować.
Inne płyty CoX też bardzo lubię. "Notes.." zawsze będzie dla mnie ta najlepszą.
Już parę razy byłam blisko by posłuchać CoX na żywo, zawsze coś krzyżowało te plany.
Z jednej strony bym bardzo chciała, z drugiej - jak zawsze obawa przed rozczarowaniem.
Nie ma nic gorszego niż ulubiony wykonawca nieradzący sobie na scenie.
Teledyski Clan of Xymox wg mnie nie są najlepsze - nie oddają tej muzyki jak należy. Żaden z widzianych mi się nie spodobał. To też jeden z tych zespołów które zdecydowanie wolę słuchać niż oglądać - w tym sensie, że nigdy nie zwracałam uwagi na wygląd wykonawców, mogliby siedzieć na wprost mnie i nie wiedziałabym, że to oni.
Znalazłam moją ulubioną piosenkę z " Notes..", ktoś ja wrzucił na You Tube tylko z obrazkiem. Może być. (czas minął i byłam na CoX, w małym klubie, taki mini koncert, ale z udaną atmosferą i wszystko na żywo brzmiało jak trzeba, ulga;-)


"Untouchtables" Korn, to kolejna z płyt, którą męczyłam dość długo, na okrągło. Jeszcze był to czas, że nosiłam discmana, więc chodząc ulicami byłam nieco oderwana od rzeczywistości, skupiałam się tylko na tym co słyszę. No ale jakoś to przeżyłam:-)
Przyznaję, że wcześniej Korn mnie nic a nic nie interesował, nawet bym nie pomyślała, że kiedyś przyznam, że podoba mi się ich płyta. Żadna ich inna płyta mnie już tak jednak nie zainteresowała.
W "Untouchables" lubię moc, to uderzenie wyzwalające ochotę na rozwalenie czegoś, załatwienie paru spraw szybkim ruchem. Cóż, w każdym drzemie i ta jego zła strona.
W jakiś sposób ta płyta działała na mnie oczyszczająco, im głośniej jej słuchałam tym efekt był lepszy.
I gdy Korn pojawił się w moim mieście bez zastanowienia poszłam na koncert, który od pierwszych minut zakwalifikował się do mojej trójki najbardziej nieudanych koncertów.
Co jednak do płyty mnie nie zniechęciło:-)
Teledysk, niestety zespół w nim sie pokazuje:-)



Niby nie czekałam na nowe Guns'n Roses, ale jak się już pojawiła latami zapowiadana płyta, to po prostu ją kupiłam. I nawet nie zauważyłam kiedy spodobała mi się tak, że ciężko było mi puścić coś innego, odwyk sobie wtedy zrobiłam starymi płytami Gunsów.
Jednak ten cholerny sentyment we mnie siedzi. Co w "Chinese Democracy" mnie ujęło nie napiszę, bo po prostu nie wiem.
Dobrze mi się tego słucha. Jak parę dni temu przeczytałam, że Axl jednak zdecydował się na koncerty, to pomyślałam, że jednak chciałabym byc uczestnikiem tego wydarzenia. Wiem, że on na żywo nie jest jakimś wybitnym wokalistą. Trochę też zdziwaczał, delikatnie ujmując. Ale to przecież IDOL z moich nastoletnich czasów, a nawet i trochę późniejszych.

Policzyłam niedawno ile on obecnie ma lat, coś mi się wydaje, że i jemu wynik trudno zaakceptować.

Time To Pretend

I'm feelin' rough I'm feelin' raw I'm in the prime of my life
Let's make some music make some money find some models for wives
I'll move to Paris, shoot some heroin and fuck with the stars
You man the island and the cocaine and the elegant cars

This is our decision to live fast and die young
We've got the vision, now let's have some fun
Yeah it’s overwhelming, but what else can we do?
Get jobs in offices and wake up for the morning commute?

Forget about our mothers and our friends
We were fated to pretend

I'll miss the playgrounds and the animals and digging up worms
I'll miss the comfort of my mother and the weight of the world
I'll miss my sister, miss my father, miss my dog and my home
Yeah I'll miss the boredom and the freedom and the time spent alone

But there is really nothing, nothing we can do
Love must be forgotten. Life can always start up anew
The models will have children, we'll get a divorce,
we'll find some more models, Everything must run its course

We'll choke on our vomit and that will be the end
We were fated to pretend


W sieci nawet sporo tłumaczeń, przejrzałam parę i to poniżej wydaje mi się najlepsze.
Większość była taka dosłowna, jakby tłumaczący nie zdawali sobie sprawy że piosenka to w końcu poezja...
W słowach piosenki widzę dystans do tego szumu jaki się wokół chłopaków zrobił. W sumie póki tak to, widzą nie jest źle:-)
Jak się obudziłam, to miałam jeszcze głowę pełną tej płyty, pierwszą rzeczą było jej ponowne odtworzenie.
dobra jakość teledysku, znalazłam na niemieckiej stronie spex.de
http://court13.com/TimeToPretend_480.mov
i stamtąd też całkiem fajne zdjęcie

Czuję się świeży, czuję się nowy, przeżywam najlepszy okres mojego życia
Zróbmy jakąś muzykę, zróbmy trochę kasy, znajdźmy jakieś modelki na żony
Przeprowadzę się do Paryża, wstrzyknę sobie trochę heroiny i będę się pieprzył z gwiazdami
Ty zajmiesz się wyspą i kokainą, i gustownymi samochodami

To nasza decyzja, by żyć szybko i umierać młodo
Mamy wyobraźnię, teraz się zabawmy
Tak, to przytłaczające, ale co innego możemy zrobić?
Dostać posadę w biurze i wstawać na poranny dojazd do pracy?

Zapomnijmy o naszych matkach i przyjaciołach
Naszym przeznaczeniem jest udawanie

Będę tęsknił za boiskami i zwierzętami, i za wykopywaniem robaków
Będę tęsknił za opieką mojej mamy i za znaczeniem świata
Będę tęsknił za moją siostrą, za moim tatą, za moim psem i moim domem
Tak, będę tęsknił za nudą i wolnością, i za czasem spędzonym samotnie

Ale nie ma naprawdę nic, nic, co możemy zrobić
Miłość musi zostać zapomniana, życie zawsze może rozpocząć się od nowa
Modelki urodzą dzieci, rozwiedziemy się
Znajdziemy jakieś inne modelki, wszystko musi iść swoją drogą

Udusimy się własnymi wymiocinami i to będzie koniec
Naszym przeznaczeniem jest udawanie
(tłumaczyła Katsy z tlum.blog.onet.pl)

Mam tylko wątpliwości co do przetłumaczenia słowa "playgrounds", wg mnie nie chodzi tu o boiska, a plac zabaw.
I jeszcze zdjęcie na plakat, znalezione na jakimś profilu na myspace

MGMT

Od jakiegoś czasu szukałam pewnych utworów, a konkretniej tego kto jest ich wykonawcą.
Okazuje się, że to jeden wykonawca i to jest w zasadzie bardzo dobra wiadomość.
Nazwa duetu obiła mi się o uszy, ale naprawdę nic mi nie mówiła.
Nawet byłam pewna, że to jakaś angielska grupa:-)
Zaskoczenie, całkiem młodzi ludzi z Brooklynu.
Już wiem jaką płytę sobie zakupię w najbliższym czasie. Przesłuchałam ją dziś naprawdę wiele razy i zdecydowanie jej chcę.
Poszukałam trochę na You Tube, jest teledysk nieoficjalny, który chyba już został uznany za oficjalny:




Jednak moim teledyskiem roku, bo wątpię aby jakiś inny się pojawił godny tego określenia, zostaje "Time To Pretend",
nie da się wkleić, ale można obejrzeć tutaj:
http://www.whoismgmt.com/?territory=gb
zakładka videos

Co mi się tam tak podoba? Ta realizacja czyichś wyobrażeń, chwilami może i trochę chorych, ale czy zawsze w głowie ma się normalne wizje? Zdaje sobie sprawę, że to wizje po wypaleniu zbyt wielu środków odurzających, jednak i bez tego można mieć w głowie kalejdoskop zmieniających się obrazów i to bardzo dziwacznych - to wiem z autopsji.
Czasami tak umysł się zachowuje, sam skacze z jednej bzdury na drugą, a to co się tworzy w głowie nie jest zbyt mądre, logiczne itd., wystarczy pozwolić biec myślom bez jakiejś kontroli.

Obraz z "Time To Pretend" luźno skojarzył mi się z przedstawionym w pewnym francuskim filmie bad-tripem. Tam jednak zmierzało to w stronę tragedii.
Ten film to "99francs", opowiada o pracy w wielkiej agencji reklamowej. Opisywany często jako komedia, cóż ja go tak nie odebrałam.

MGMT jak na razie koncertują na festiwalach, w Europie się pojawili, może niebawem jakaś oficjalna trasa koncertowa..
Da się jednak zauważyć, że koncerty są "pod wpływem", zastanawiam się czy sukces ich trochę nie przerośnie. Mogliby pozostać trochę bardziej niszowi:-)
Jakieś 15 lat temu taki Andrew VanWyngarden byłby moim idolem na sto procent!
Plakat na ścianie i te sprawy.
Za tą pozorną niewinność wypisaną na twarzy, nieład na głowie, ogólnie prezencja która nie pozostawia obojętnym.
(napisałam wcześniej 10 lat temu, ale teraz się zastanawiam czy nawet nie powinnam napisać 20 lat temu..)
Muzycznie mnie opętało, być może to trafiło na moment gdy potrzeba mi jakiegoś zapamiętania w beztroskiej zabawie?
Wyskakać się do utraty sił, poczuć maksymalne fizyczne zmęczenie, wesołość o wysokim stężeniu.
Ostatnią płyta która mnie w ten sposób urzekła była "Push the Button" Chemical Brothers, no kiedy to było, lata mineły.
Wtedy też na okragło jej słuchałam, do tej pory żadna z płyt Chemical Brothers mi tak nie pasuje jak tamta.

Jeszcze "Time To Pretend" live

Sen

Sprawa włosów wydaje się być mocno gnębiąca. I to podświadomie. Sen był realistyczny a pobudka zaowocowała bólem głowy, który czekam aż zniknie.
W śnie weszłam do przypadkowego zakładu fryzjerskiego. Na zasadzie przeznaczenia czy co..
Z doświadczenia przecież wiadomo, że przypadkowy zakład fryzjerski nigdy nie jest dobrym wyborem.
W tym zakładzie ze snu panował duży ruch. Siedziały kobiety z farbą na włosach, a kręciła się tam jedna osoba uważająca się za fryzjerka, oj uprzedzam fakty.
Siedziałam jakiś czas wyczekująco, w końcu mnie zauważyła. Poprosiła do mycia - na kolana i mycie włosów w misce. No ludzie u profesjonalisty??
Już wtedy powinnam uciekać, nawet z mokrą głową. Ale człowiek takie ma czasami podejście, że mu głupio, nie wypada..
Zniosłam więc to pseudo mycie włosów, o masażu głowy nawet już nie było mowy.
Potem znów długi czas oczekiwania, wykorzystuje to na rozejrzenie się, klientka obok siedzi i jej pofarbowane włosy mają ohydny żółty kolor.
Pani fryzjerka pyta się jaki życzę sobie kolor: skandynawski blond odpowiadam z pełnym przekonaniem.
Niesie jakąś tubkę farby, żartobliwie mówię, że mam nadzieję, że to nie wyjdzie taki żółty kolor jak u pani obok. Okazuje się, że właśnie to jest skandynawski blond.
Już nie jest mi głupio i mówię wprost, że nie chcę. Ale nie, nie wychodzę, czekam, aż ta pożal się Boże, fryzjerka z moich włosów uformuje jakąś fryzurę. Oczekiwanie na to trwa godziny. Tak, czas płynie, siedzę jakby mnie przymurowano i czekam. A ta pani robi wszystko co się da byle nie ruszyć moich włosów.
I w końcu moja decyzja: wychodzę. Fryzjerka z ulgą to przyjmuje: z pani włosami i tak nic nie da się zrobić.
Cóż za bezczelność:-)))


o Ewanie słów kilka.

Ewan McGregor będzie wyspie Uznam gdzie Polański kręci swój najnowszy film.
Ewan, ktorego znam z wielu filmów, jedne podobały mi się bardziej inne mniej.
Pamiętam niesprecyzowane odczucia podczas oglądania Młodego Adama:-)
Być może gdybym wtedy poczytała troche o tym filmie, to inaczej bym do niego podeszła, a tak była to jednak jakaś mordęga. Choć kusi mnie obejrzeć film ponownie. Może zauważyłabym w nim coś więcej niż wtedy? Z tamtego oglądania zapamiętałam jedną rzecz, ale może nie wypada o tym pisać:-)
Tak naprawdę, to Ewan jako człowiek, a nie aktor zainteresował mnie gdy przeczytałam jego wspomnienia z motocyklowej wyprawy z Londynu do Nowego Jorku(przez między innymi Mongolię).
Wpierw trochę się dziwiłam, że zdecydowali się na aż taką ingerencję kamery itd., bo w tym momencie to już nie jest prywatny wyjazd. Ale też w ten sposób mogli zrealizowac swoje marzenie. Na National Geographic widziałam niektore odcinki z jego i Charleya wyprawy przez Afrykę.
Podziwiam go, że poza aktorstwem ma inne pasje, to zapewne pozwala mu mieć jakiś dystans do tego, że jest aktorem - osobą w jakimś sensie publiczną.
Obrazowo opisał Mongolię, nawet sobie wyobraziłam tamtejszy spokój, możliwość przebywania tylko z naturą, jakiegos wyciszenia, poczucie, że wszystko inne jest odległe i liczy się tylko ten moment gdy jestem ja i przyroda.
Choć wcześniej Mongolia nie jawila mi się jako jakieś szczególnie atrakcyjne miejsce. Ale z Mongolii już w miarę blisko na Syberię..
Oj szkoda, że Ewan nie oferuje się jako przewodnik czy ktoś w tym rodzaju, byłaby spora motywacja by podszkolić się w angielskim i tak wynająć go na wypad syberyjski bądź na Alaskę.
:-)
A na Uznam zawita też Pierce Brosnan, tego to pamiętam z mini serialu Nobel House, diabelnie przystojny tam był. Jako Bond ok, ale wolę zdecydowanie Daniela Craiga w tej roli, głównie za pewne szaleństwo jakie sprzedał tej postaci.

Od Uznam blisko na Wolin, a kiedyś było to moje wielkie pragnienie się tam znaleźć. W zasadzie nie wiem dlaczego, może dlatego, że wydawało mi się to stosunkowo daleko?
Może kiedyś, choć jakoś nie po drodze mi tamte strony.

Wstyd

Piosenka która mnie prześladuje od paru dni. Chyba bez jakiegoś szczególnego powodu, tak myśle..
Bardzo ją lubię, jak i wiele innych utworów tego zespołu.




tekst tylko po angielsku, nie znalazłam niestety jakiegoś szczególnie udanego tłumaczenia na polski. a sama też sobie z tym nie poradzę:-)

Such a shame to believe in escape
A life on every face
But thats a change, until I’m finally left with an "8"
Tell me to relax I just stare
Maybe I don’t know if
I´ll should change a feeling that we share

It’s a shame (such a shame)
Number me with rage, it’s a shame (such a shame)
Number me in haste (such a shame)
This eagerness to change...it´s a shame

The dice decide my fate, that’s a shame
In these trembling hands my faith
tells me to react
"I don’t care"
Maybe it’s unkind if I´ll should change
a feeling that we share

It’s a shame ( such a shame)
Number me with rage,it´s a shame ( such a shame)
Number me in haste (such a shame)
This eagerness to change...such a shame

Tell me to relax I just stare
Maybe I don’t know if
I´ll should change a feeling that we share

It’s a shame (such a shame)
Number me with rage, it’s a shame ( such a shame)
Number me in haste, it’s a shame (such a shame)
Run across my Name "its’ a shame" (such a shame)
Number me in haste (such a shame)
This eagerness to change...

....such a shame


tekst za amuza.pl

Motto

Skopiowane z sama nie wiem już skąd. Lata temu. Cały czas dążę do tego by mieć takie podejście do życia jak Michał z tego opowiadania. Nieważne czy to fikcja czy też Michał istnieje naprawdę.
Czasem wydaje mi się, że moje optymistyczne podejście jest nieograniczone, ale zaraz coś/ktoś sprowadza mnie na ziemię. Czasem zbyt brutalnie. Jednak nadal się staram wierzyć, że wszystko może się udać


Michał był zawsze w dobrym humorze i zawsze miał coś
pozytywnego do powiedzenia. W pracy był naturalnym motywatorem.
Jeśli jakiś Pracownik miał zły dzień,
Michał zawsze radził mu, jak znaleźć pozytywną stronę
tej sytuacji. Obserwowałem jego zachowanie z dużym zaciekawieniem.

Pewnego dnia podszedłem więc do Michała i spytałem go: "Nie rozumiem cię. Nie
można być tak pozytywną osobą przez cały czas. Jak ty to robisz?".
Michał odpowiedział: "Każdego ranka, gdy się budzę, mówię sobie -"Michał, masz
dzisiaj dwie możliwości - możesz mieć dobry humor albo możesz mieć zły humor".
I wtedy wybieram dobry humor. Za każdym razem, gdy wydarza się coś niedobrego,
mogę wybrać albo bycie ofiarą, albo wyciągnąć z tego jakąś lekcję dla siebie.
I wybieram wyciągnięcie lekcji. Za każdym razem, gdy przychodzi ktoś do mnie
ponarzekać, mogę wybrać zgodzenie się z nim albo pokazanie mu pozytywnej
strony życia. I wtedy wybieram pokazanie mu tej pozytywnej strony.
"Zaraz, to nie jest takie proste!" - zaprotestowałem.
"Ależ tak, to właśnie takie jest" - odpowiedział Michał.
"Życie polega na wyborach. Każda sytuacja jest wyborem. Ty sam wybierasz, jak
zareagujesz na daną sytuację. Ty wybierasz, jaki wpływ mają ludzie na twoje samopoczucie.
To ty wybierasz bycie w dobrym albo złym humorze. Mówiąc krótko - to twój wybór, jak wygląda twoje życie".
Zapamiętałem, co powiedział mi wtedy Michał. Krótko potem opuściłem firmę, w
której wtedy pracowałem i otworzyłem swoją własną. Straciliśmy kontakt ze
sobą, ale często przypominałem sobie Michała, gdy dokonywałem wyborów w moim
życiu, zamiast tylko reagować na zmiany sytuacji. Kilka lat później
dowiedziałem się, że Michał miał poważny wypadek. Spadł z rusztowania z
wysokości prawie 20 metrów. Po 18-godzinnej operacji i wielu tygodniach
rehabilitacji Michał został zwolniony ze szpitala z wszczepionymi w plecy
metalowymi prętami. Spotkałem się z nim około 6 miesięcy po wypadku. Zapytałem
Go wtedy, o czym myślał w chwili wypadku.
"Pierwsze, co mi przyszło do głowy, to moja córka, która niedługo miała się urodzić" - odpowiedział Michał.
"Później, gdy już leżałem na ziemi, pomyślałem sobie, że mam dwie możliwości:
mogę wybrać - żyć albo umrzeć. Wybrałem życie".
"Nie byłeś przerażony? Nie straciłeś przytomności?" - spytałem.
Michał kontynuował:"Moi znajomi byli wspaniali. Mówili mi, że wszystko będzie dobrze.
Aż do momentu, kiedy zawieźli mnie do szpitala i zobaczyłem twarze lekarzy i
pielęgniarek - wtedy naprawdę się przeraziłem. W ich oczach wyczytałem - "ten
facet już nie żyje". Wiedziałem, że muszę coś zrobić".
"I co zrobiłeś?" - spytałem.
"Była tam taka duża, tęga pielęgniarka wykrzykująca różne pytania do mnie" - opowiadał dalej Michał. "Spytała, czy jestem na coś uczulony. "Tak" - odpowiedziałem Lekarze i pielęgniarki
przestali pracować, czekając na moją odpowiedź. Wziąłem głęboki oddech i
krzyknąłem: "Jestem uczulony na grawitację". Oni zaśmiali się, a ja
powiedziałem - "Wybieram życie. Operujcie mnie jak żywego, a nie jak
martwego". Michał przeżył dzięki umiejętnościom lekarzy, ale również dzięki
swojej niesamowitej postawie.
Nauczyłem się od niego, że codziennie możemy żyć pełnym życiem. To nasz wybór.
Postawa jest wszystkim.