I płyta Clannad już zakupiona. Akurat w Saturnie pojawiła się przypadkiem w zasięgu mojego wzroku, w bardzo ale to bardzo atrakcyjnej cenie. Miły zbieg okoliczności.
Przy okazji w oko wpadła mi też płyta Audioslave, też zakupiłam.
Przeżywam chyba fascynację Chrisem Cornell'em. Nie chyba, a na pewno.
W dodatku zapoznawanie się z jego muzycznymi dokonaniami rozpoczęłam ponoć od najgorszej płyty, czyli ostatniej("Scream").
Mam to gdzieś, ta płyta mi się podoba pomimo tego, że chwilami można mieć wrażenie, iż za chwile zamiast Chrisa zaśpiewa Nelly Furtado lub Rihanna;-)
Ale rozumiem - każdy chce czasem zrobić coś całkiem innego niż robił do tej pory.
Tylko czy to AŻ tak się różni od wcześniejszych solowych dokonań Cornell'a? Te piosenki spokojnie da się przearanżować i na przykład na koncercie mogą brzmieć całkiem rockowo.
Pewnie dla fanów Soundgarden i Audioslave "Scream" to taka zdrada na miarę "czarnego albumu" Metalliki;-)
Koncerty w mojej okolicy już byly, przegapione. Szkoda, wielka szkoda. A się mówi, że muzycy to prowadzą niezdrowy tryb życia...
Moze to od wysiłku na scenie taki płaski brzuch się robi i rzeźba na klacie..
zdjęcia podebrane z : http://www.chriscornell.com/
Dziś w moim śnie wystąpił niezidentyfikowany mężczyzna. Był przy mnie wciąż, a to nad jakąś woda(pływałam, choć w rzeczywistości nie potrafię), na jakichś szkolnych zajęciach, w jakimś lesie, samochodzie itd. Starszy ode mnie, co dziwne, bo starsi to wywoływali we mnie jedynie platoniczne uczucia, zakochanie takie z daleka, w życiu sie nie spotykałam z żadnym facetem starszym ode mnie, nawet o rok. A ten ze snu starszy i taki trochę zmarnowany nawet był, upływ czasu odcisnął się na jego twarzy, choć sylwetka ok, w dodatku ciągle palił. A ten nasz związek był dziwny i niby pełen niedomówień, a jednak rozumieliśmy się bez słów. Był taki jak pierwsze związki nastolatków - ważny był czas który spędzaliśmy ze sobą, który sobie poświęcaliśmy, a nie seks. Radość, że on siedzi obok mnie.
Po przebudzeniu zaraz przypomniały mi się takie szkolne różne znajomości, niektóre wiele cierpień sprawiły ale.. jednak żal, że to minęło:-)
Pewnie to nostalgia za młodością.
:-)
Mężczyzna ze snu najbardziej z wszystkich przypominał mi kolegę z szkoły średniej, parę dni temu nasza-klasa mi przypomniała, że ma urodziny, okrągła liczba.
Wtedy wydawał mi się już bardziej facetem niż chłopakiem i strasznie mnie onieśmielał.Czas się z nim łaskawie obszedł, no ale dla mnie to bez różnicy, nie spotykam go no i pewne wspomnienia niech sobie zostaną takie jakie są, konfrontacja zbędna.
Dziś przypadkiem zobaczyłam obecne zdjęcie aktora Michaela Praed'a.
Jest ktoś komu Robin Hood kojarzy się inaczej niż z tym aktorem?:-)
Obecny Michael to pan w powiedzmy średnim wieku(to pojemny przedział wiekowy), kurde szybko policzyłam, on ma dopiero 49 lat! to czemu wygląda tak.. nawet nie wiem jakiego słowa użyć:-)
Chcę jak najszybciej zapomnieć, że się tak zmienił.
Niech nadal pozostanie tym Robinem - z tajemnicą i obietnicą czegoś niesamowitego w oczach.
A głos, jaki on miał głos!(to chyba nie uległo zmianie?)
Czasie - jesteś wstrętny.
Swoja drogą chyba pora sprawić sobie Robin Hooda na dvd.
Płyta Clannad "Legend", to pierwsza CD w moim domu, niestety nie znajduje się w moich rękach, muszę o niej pamiętać przy kolejnych zakupach płytowych..
I z przekory taki film o Robin Hoodzie:-)
rzecz o tym co mnie w danej chwili porusza, wzrusza, smieszy, interesuje, albo nudzi czy drazni:-) niewazne czy jest to jakis wybitny film czy popularny reality show.